niedziela, 30 grudnia 2012

Dzień 30.

Napiszę coś? Napiszę. Koniec roku, więc można coś napisać. Kończy 2012 - rok w którym założyłyśmy bloga. Były zmiany, ale on dalej istnieje :D Ogólnie był to bardzo udany rok, w przyszłym będzie trudniej. Tzn wiadomo - egzaminy, liceum, większe parcie na szkło. Ale nie można się poddać - trzeba walczyć by był jak najlepszy. Może żeby się później łatwiej przekonać czy 2013 był udany będę robiła jakieś podsumowania miesiąca? Trzeba to przemyśleć. Moje pierwsze postanowienie to nie chorować. Pierwsze i ostatnie. Bo ja nie robię postanowień w tym roku. Nic z nich nie wychodzi, poza tym w każdej chwili mogę sobie coś postanowić. I tyle. Odliczam czas do wyjazdu w góry. Będą "przyjaciele" z Chorwacji xdd Już się nie mogę doczekać.

No to chciałabym życzyć szczęśliwego nowego roku, dużo radości, spełnienia marzeń i ogólnie wszystkiego najlepszego w 2013. Jeju jak ja nie lubię składać życzeń, ale jutro mnie tu nie będzie.
Do napisania w Nowym Roku.

nudyyy....

Oj dawno mnie nie było . Ale po co mam pisać jak kompletnie nic się nie dzieje. Nudzi mi się trochę ale jak sobie pomyślę że niedługo szkoła to aż mi ciarki po plecach przechodzą brrrrrr :( . Będzie tyle sprawdzianów i całe poprawianie ocen . Jak ja tego nie lubię , ale nauczyciele też . Przychodzimy i ich błagamy a oni nam mówią że na oceny się pracuje cały rok a nie się dopiero teraz budzimy bla bla bla ... 
Na sylwestra idę do Gaby właśnie mnie zaprosiła , a Florek zostaje w domu bo chory.
Od soboty 5 stycznia zaczynam zawody i tydzień w tydzień do końca miesiąca starty , a 26 Mistrzostwa Polski w Spale. Już się nie mogę doczekać choć wiem że będzie ciężko. Potem jadę na obóz i i nie ma mnie do 7 lutego. Więc cały styczeń podporządkowuje bieganiu. 
Muszę się z dziewczynami zastanowić co robimy na projekt gimnazjalny bo już mało czasu zostało.
Marta musi ruszyć dupę i zrobić w końcu ten projekt , bo to przecież podstawa. 
Jutro ostatni trening w tym roku i zaczynam swoje postanowienia noworoczne
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 

piątek, 28 grudnia 2012

Dzień 28.

ej, no. chcę już być zdrowa. wzięłam gripex i coś czuję, że zaraz będzie mi zbyt gorąco. jakie to straszne, nie mam na nic ochoty. mam ochotę poczuć się normalnie. narazie tylko smęcę, przepraszam. chyba nie dokończę wyzwania i zrobię sobie wolne od bloga do nowego roku. ale nic pewnego. 
mam dosc siebie.

czwartek, 27 grudnia 2012

Dzień 25/26 i 27.

No przecież nie ominę tych dni w które nie napisałam posta. W domu wymiotowałam, a mama mówi, że nawet majaczyłam. Mmm. Nic nie jadłam. Przynajmniej nie miałam problemu przejedzenia.
Dlatego nic nie pisałam, teraz sama się sobie dziwię, że w Wigilię jakoś dałam radę, bo jak szłam spać to miałam krzyżówkę majaczenia, omdlewania i rzygania.
Ktoś mi zagląda do postów przed publikowaniem.

Już nie mam siły, dobija mnie widok zza okna i wszystko inne też. Idę stąd.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Dzień 24.

Wigilia. Nie wiem , czy będzie udana, tzn będzie, ale jestem chora, więc będize nieco inaczej. Ledwo stoję na nogach, niedobrze mi i ogólnie czuję się paskudnie. Ale posta postanowiłam napisać. Lecz nie zdziwcie się jeśli jutro nie będzie. Zależy od samopoczucia.

Życzę wszystkim wesołych świąt spędzonych z rodzinką, masy prezentów i smacznego :D

niedziela, 23 grudnia 2012

Dzień 23.

Cześć. Jestem chora. Dzisiaj poszłam do kościoła. I zamarzłam. I bolą mnie lędźwie.

Zaraz chyba pójdę spać. Jutro mam do upieczenia jedno ciasto. I to wszystko. Finito.

Czekajmy na prezenty ;d hahahhaha, jestem dzieckiem, wiem.
Ej, no jak tak siedzę w domu cały czas to nie mam o czym pisać. ale mam co robić. odpoczywać.  
okej, to do napisania :>

sobota, 22 grudnia 2012

Dzień 22.

Nareszcie! Mogę napisać posta. Jeśli myśleliście, że już dzisiaj nie napiszę, to byliście w błędzie. Będzie szybko, bo muszę skończyć jeszcze dzisiaj. Tak, ta zasada, wyzwanie pisania posta codziennie.
Choinka ubrana i ta w środku i ta na zewnątrz. Upieczony sernik i schab mamy. Zrobione ostatnie zakupy.
Wszystko gotowe. Chyba. Tylko czekać na wieczór wigilijny :)
Mimo wszystko jest trochę lepiej niż wczoraj, na całe szczęście.
Skutecznie humor poprawił mi (jak zawsze) Holiday. Jeden z moich ulubionych filmów.
Jutro się też odezwę, jak zwykle, żegnam się na razie. Do napisania :>

piątek, 21 grudnia 2012

Dzień 21.

Nie napiszę chyba o wszystkim, o czym chciałabym napisać, czyli jak zwykle. 
Tak, była wigilia klasowa. Niby okej, ale jakoś tak dziwnie, razem ale oddzielnie. Nie było jakiejś szczególnej atmosfery, chociaż ogólnie lubię swoją klasę.
A teraz chwila szczerości i nie obchodzi mnie co sobie o mnie pomyślicie. 
Nie będę przedstawiać tutaj genezy konfliktu z Dominiką, ale dzisiaj ostatecznie utwierdziłam się w przekonaniu, że jednak jej nie lubię. W sensie nie lubię w ogóle. Wcześniej byłam w stanie myśleć sobie o tym, że możemy się pogodzić, teraz - przestałam się łudzić. Ona nie daje żadnej szansy, żadnych podstaw do tego, abym próbowała coś naprawiać, ona też chyba nie chce nic naprawiać. Wielka łaska żeby mi w ogóle powiedzieć "cześć", zacznijmy od tego, że zawsze ja muszę powiedzieć pierwsza, ona ewentualnie łaskawie odpowie. Albo nie. Z naciskiem na nie. Co za pogmatwany człowiek. Nie podeszła pierwsza, żeby złożyć życzenia, a jak ja ją klepnęłam w ramię, żeby łaskawie wstała, to chciała się wymigać mówiąc: "ale ja już nie mam opłatka". Tak, wiem będziecie się śmiać, że ja się w ogóle tym przejmuję. Na początek - nie przejmuję się ani trochę, bo, naprawdę nie potrzebuję takiej litości. Ale, błagam, to jest wigilia klasowa, można na chwilę zapomnieć o tej całej nienawiści. I tak dalej będę utrzymywać, że nie czuję się winna. I chciałabym, aby ona umiała spojrzeć mi w oczy. Nie umie. To przepraszam bardzo, kto tu kogo oszukuje? Kto się czuje winny? Zostawiam to bez odpowiedzi, jest zbędna. 


Rozpisałam się o moich spostrzeżeniach. Jak widzicie, nie był to super niesamowicie genialny dzień z serii: "chcę takich więcej".
Nie był, ale było znośnie. Tak czasem jest, że dzień się nie uda. Nie wiem dlaczego, jakoś czułam się inaczej, taka rozczarowana. Nie klasą, nie szkołą, nie tym wszystkim, tylko rzeczywistością. Tym jak wygląda moje życie. Ostatecznie uświadomiłam sobie, że nie mam(y) zielonego pojęcia jak i gdzie spędzić Sylwestra. To nie jest śmieszne, to jest straszne. Mam prawie szesnaście lat, a impreza w takim wieku nie powinna wyglądać jak taka sprzed 4 lat. Czuję się bezradna w tej sprawie. Nie zdziwię się jak spędzimy je oddzielnie. Ach, przepraszam, pewne jest jedynie to (i Bogu dzięki) że będę z Zuzą. Jak na razie tylko to jest pewne. Dobrze, ze chociaż to, uff.

Chorwacja jest jedynie mglistym wspomnieniem ( coś się ze mną dzieje, że używam takich określeń), ale tak bardzo chciałabym:

  • poopalać się w tym słońcu
  • popatrzeć w to morze
  • popatrzeć na "tą" zatokę
  • znowu przepłynąć się to łódką w tych wielkich falach i usłyszeć jak Bartuś krzyczy "zginiemy tu!" + histeryczny płacz :>
  • pogadać z Mateuszem
  • zagrać z nimi wszystkimi w karty 
  • żeby Mateusz mnie znowu uczył grać a pana i żebym znowu nic nie zrozumiała xd
  • chcę jeszcze raz przeżyć te trzynaście cudownych dni z nimi wszystkimi, nawet Maciek może być, niech już będzie, jakoś bym wytrzymała. dla innych.
Dobra, nie zanudzam dalej, nawet nie wymagam, żeby to ktokolwiek przeczytał. Napisałam to co mi się majta w głowie. I tyle. 

idę spędzać rodzinny wieczór przed telewizorem, do napisania.



czwartek, 20 grudnia 2012

Dzień 20.

Koniec świata odwołany, i tak nie wierzyłam, nie mam jeszcze świra.
chociaż, 2/3 ma dziewczynę, może to i jest koniec świata. dla mnie?


Przynajmniej będę mogła spokojnie zjeść naleśniki na obiad u babci. To zawsze jakiś plus. 

Dzisiejszy dzień zdecydowanie na tak, było fajnie wszystko miałam zrobione, już na jutro się nie trzeba uczyć. Cały dzień myślałam o tym śnie, był wspaniały. Chcę więcej takich :D wg schematu dzisiaj powiniem być kolejny, pojawiają się od trzech dni :P

Oglądam Titanic chociaż part 1 przegapiłam. Ale co tam i tak w sumie znam go na pamięć. 

Zuza pięknie śpiewała, aż mi się chciało płakać ze wzruszenia przy "Someone like you" ;>

także ten, idę i trzymajcie się. 
+ właśnie przekroczyłyśmy 7000, nice.







pierniczki

skończyłyśmy robić piękne i smaczne pierniczki. najpiękniejsze to Wiktorek i Hitlerek :)
sama robiłam niestety odpadły im głowy :(
nie wiem jak ty Gaba ale ja stwierdziłam że nie jestem jeszcze przygotowana do egzaminu .
i jestem z siebie dumna bo pięknie śpiewałam na karaoke party  i nawet nie byłam najgorsza .

środa, 19 grudnia 2012

Dzień 19.

Jak miło, że babcia pamiętała :> Mama też. Tylko tata zapomniał, ale spoko, zaspaliśmy rano, a jeszcze go nie ma z pracy, więc rozumiem, luzik :D

Jakby nie było, mogę być z siebie dumna. 


Zuzanno, już nie musisz ze mną jutro iść po prezenty! Wszystko załatwiłam z Darią. Ale do mnie możesz przyjść. Upieczemy pierniki na piątek. Chyba że Ci się nie chce :P

No nie ma to jak spotkać Darię. "Nic nie ma w tym Mińsku. To może idziemy do Empika? -Ok."

Bardzo się fajnie złożyło. Mam z głowy przynajmniej, w empiku w ogóle mało ludzi, piosenki świąteczne, milutko. A Darii chłopak jest fajny, pełen profesjonalizm w pracy xdd "No przytul mnie. -Nie. -To twoja szefowa? - Co? Tak." :D:D:D:D


Dobra this could be the end. Spadam pisać rozprawkę, potem fizyka i dialog. Ale od jutra mam wyyyy... :D


~może już było, ale serio chyba dodałam wszystkie możliwe piosenki które znam. czas poznać nowe ;d




wtorek, 18 grudnia 2012

Dzień 18.

Zuza, jutro idziemy po prezent dla moich rodziców, nie wiem czy wiesz? :D

Muszę się nauczyć wosu, nie chciało mi się uczyć, więc upiekłam pierniczki, takie są kruche i cienkie, ale smaaczne. Aż już nie mogę, za dużo zjadłam. 
No i rozprawki też jeszcze nie napisałam, ale już sobie na jutro czas zarezerwowałam. No i jeszcze jutro będę się musiała fizyki nauczyć, ale jakoś się zmuszę. Nie chce mi się szczególnie teraz, przez to że jest tak blisko do świąt! Fajnie, to moje ulubione święto.


Sylwestra! Gdzie? Co? Jak? Z kim?




Małe ogłoszenie na początek -w piątek nie mam angielskiego i chętnie gdzieś pojadę. bo nie mam ochoty się nudzić przez całe popołudnie , chociaż i tak bym się nie nudziła bo mama by mi kazała sprzątać :( ale tego bardzo nie lubię.
Noga mnie boli :( zaliczyłam dzisiaj pierwszą glebę tej zimy podczas biegania i była dość bolesna i zapewne komicznie wyglądała na szczęście nikt mnie nie widział :)
Jutro kupuję sobie wreszcie buty na które tak długo czekałam i mam nawet rabat na nie :) i stwierdziłam dzisiaj że mam super trenera bo się tak dla mnie poświęca i załatwia rzeczy , które nie może załatwić głupi prezes.tylko się trochę na niego wkurzam że mi mówi że mam schudnąć .
I znalazłam artykuł dla Oli żebyś nosiła czapkę
 Noszenie czapki w żaden sposób nie przyczynia się do zwiększonej utraty włosów. – tłumaczy specjalista od przeszczepiania włosów dr Juliusz Prandecki – Powiedziałbym, że jest nawet przeciwnie. Noszenie czapki zimą jest wręcz wskazane, szczególnie w okresie bardzo dużych mrozów, ponieważ odmrożenie skóry głowy może spowodować zniszczenie mieszków włosowych. 

 Ola nosimy czapkę

Mój ukochany grubasek  ♥
i

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Dzień 17.

Jeszcze troszkę. A i tak nie wiecie o co cho i nikomu nie powiem, bo chcę się upewnić czy...

Nieważne, wiem, że Olka na pewno będzie się dopytywać jeśli zdąży to przeczytać.



Witam Zuzannonanno :)
Tak, pisałam o Tobie, ale jak się okazało pomyliłam 3 z 1,5 albo nawet 1, więc moje inf. nie są do końcva rzetelne. Ale co tam, widocznie nie było tak tragicznie, skoro stwierdziłaś że już  nie musisz pisać.
Pisząc tego posta robię sobie taką przerwkę między uczeniem się polskiego. Mam nadzieję, że jednak może nie będzie tej kartkówki. Proszę...?


Dzisiaj naprawdę świetnie było. Chociaż zapowiadało się strasznie, było fajnie. 5 z poprawy z chemii, 5 z historii, ogólnie dobry humor. I skrócone lekcje też zrobiły swoje. Potem poszłyśmy odwiedzić Arka, też było fajnie. Wygłupiali się z Suchą i Arka mama przyszła powiedzieć, żeby tak nie szalał, czy coś w tym stylu :PP

okeeeeeeeeeeej, to chyba na tyle, wczoraj ściągnęłam sobie nowe piosenki, tzn stare, ale po prostu uzupełniłam braki.


i specjalnie dla Olki, która podobno nie zna tej piosenki dodaję She will be loved. o właśnie u mnie też leci, jak faaajnie <33



:) nic dodać nic ująć

Znacie mnie już bo dziewczyny czasem o mnie wspominały bo jestem wierną czytelniczką bloga  ale od dziś to się zmienia. Od dziś jestem współautorką bloga czy jak to można inaczej nazwać. Nigdy bym się na to nie odważyła ale chyba ten mróz zrobił coś z moją głową i pomyślałam czemu nie spróbować. Wiem że nie umiem pisać ale może to właśnie czas żeby zdobyć nowe doświadczenie . Jak nie wyjdzie to najwyżej dziewczyny wywalą mnie z bloga. Gaba już moją biografie napisała więc nie będę pisać kim jestem .
A tak o dzisiejszym dniu to pierwsza połowa dnia do dupy- sprawdzian  , powtórzenie , choć nie mogę narzekać bo dziś dostałam dwie czwórki na szynach ale czwórkę . humor mi się znacznie poprawił jak pojechałam do warszawy bo spotkałam moje kochane ludki , których tak długo nie widziała i właśnie tego mi było trzeba. na co dzień nikt mi się na szyję nie rzuca  ciesząc się że mnie zobaczył. Lubie jak mi ktoś mówi że jestem ładna. a najbardziej od chłopaka , którego nie widziałam pół roku. mam dzisiaj suuuper dobry humor i chcę żeby tak zostało. Chcę pojechać już na obóz i więcej czasu spędzić z tymi wariatami no albo na zawody z chłopakami . chcę odpocząć od wszystkiego i zapomnieć o problemach 

TAK WIEM NIE UMIEM PISAĆ ALE SIĘ NAUCZĘ :)

niedziela, 16 grudnia 2012

Dzień 16.

Jestem w podłym nastroju, nie zanosi się na zmiany, muszę się uczyć, więc ten post jest po to żeby był, bo miałam zobowiązanie, żeby pisać codziennie, i tak jest i będzie. Więcej nie powtykam w swój dzień, żeby nie mieć czasu na biologię, bo dostanę pałę, a naprawdę, nie jest mi ona potrzebna, dlatego już idę, zrobię sobie jakąś herbatę, kawę, cokolwiek. I coś pewnie będę wpychała w siebie od czasu do czasu, potem narzekając, że się w spodnie nie mieszczę. Lol, jaka dziewczyna jest skomplikowana, co nie?
No właśnie, jest. Z mojej strony wszystko. Do napisania.

sobota, 15 grudnia 2012

Dzień 15.

Pan i pani Killer po raz trzeci - zaliczone.
Pan i pani Smith po raz drugi - w trakcie.
Z ust do ust - chyba nie dam rady.
Tyle do zrobienia, jak temu podołać? xd

sobota - dzień nic nie robienia i obiecywania sobie, że każda kolejna będzie konstruktywnie wykorzystana. hahahahahha, nie.


idę się dalej marnować na amerykańskich filmach.

kocham tę piosenkę!


piątek, 14 grudnia 2012

Dzień 14.

Jest tak zimno na dworze, że nawet moja mama stwierdziła, że nie dość, że mnie zawiezie na hiszpański to jeszcze po mnie przyjedzie. Fajnie, co? :D

A ja jestem tak śpiąca, że masakra. W ogóle nie chce się powtarzać, ale nie wiem czego mi brakuje, może jakiegoś energetyzującego suplementu diety, może ecstasy :P Źle się czuję. 

Dobra dość smętów. Mamy jakąś robotę do zrobienia na weekend. Zaraz idę spać, ale ogólnie napiszę sobie listę, właśnie na blogu:

  • przepisać zeszyty
  • odrobić lekcje
  • przenieść zdjęcia klasowe na pena
  • nauczyć się na sprawdzian z biologii
  • nauczyć się na sprawdzian z matematyki
  • nauczyć się na poprawę z chemii
  • nauczyć się na wos
No a tak ogólnie, to miły dzień w szkole - trzy szósteczki, proponowana 4 z historii... mmm.
Żyć nie umierać. Dla mnie jak na razie spać nie umierać. 
Jedne z najlepszych uczuć w życiu:

  • iść spać ze świadomością, że możesz spać do woli, bo nigdzie się nie wybierasz :>
  • picie herbaty/kawy/mleka/czekolady/kakao/czego chcesz pod kocem na łóżku i oglądanie filmu/fajnego programu w tv
  • ten dreszczyk gdy słuchasz swojej ulubionej piosenki/piosenki na która aktualnie masz fazę
  • śpiewanie piosenek pod prysznicem
  • przyjście do domu ze szkoły i uświadomienie sobie, że nie masz żadnych zajęć dodatkowych
  • przyjście do domu ze szkoły i przebranie się w dres
  • przyjście do domu ze szkoły i sprint do łóżka, w międzyczasie zdejmując spodnie
  • dostanie wymarzonego prezentu na urodziny/imieniny/święta/inne
  • siedzenie w domu podczas choroby wtedy gdy już zaczynasz czuć się lepiej, ale ciągle jeszcze nie na tyle żeby iść do szkoły i siedzisz np na kanapie oglądając stare seriale w tv 
  • gdy są skrócone lekcje, a na dodatek jest się zwolnionym z ostatniej :D

czwartek, 13 grudnia 2012

Dzień 13.

No to ja też dostanę zjebkę. Bo kto zrozumie nastolatka?

Kurczę, prawie zapomniałam o tym, żeby napisać posta. Ja to żałosna jestem, nie to, że przez to że prawie zapomniałam, tylko przez to do jakiego stanu się doprowadzam. To jest straszne, że w jednej chwili wszystko jest bajecznie a zaraz dostajesz dozę żalu i samopotępienia. Nie ma nawet takiego słowa.

Jeju, no ja to nie wiem, nie wiem jak to jest. Nie mam na nic ochoty, wszystko jest takie ciężkie. Może mam anemię (teraz mówię o swoim samopoczuciu pod względem różnych chorób) to znaczy nie wiem bo jestem taka słaba. Niedobrze mi. Od wtorku nie poczułam różnicy w samopoczuciu. "Może jesteś zmęczona?" pyta babcia. Może. Ale przez trzy dni? Przecież się wyspałam. Dzisiaj mnie pies obudził, bo chciała siusiu. Okej, już się nie opylało kłaść z powrotem, bo zaraz trzeba ją wpuścić. Zimno przecież. I tak dzień ten był jakby go nie było. Zastanawiam się, co by trzeba było robić, żeby każdy dzień był taki, żeby go pamiętać do końca życia... Nie wiem. Chyba pisać bloga, lol.
Ale tak serio, oprócz tego nie umiałabym tak, chyba nie urodziłam się takim człowiekiem. I dobrze.
+historia
+sen
+spakować się z tymi wszystkimi pierdołami, bo ja jestem artystką jutro.



 +moi kochani:



środa, 12 grudnia 2012

Dzień 12.

Witam wszystkich :)

Nie wiem co mi jest, ale jak dalej będzie mnie tak bolała głowa, to na pewno nie pójdę jutro do szkoły. Jednak zależy mi żeby w piątek iść, bo kartkówka z historii i te wszystkie zajęcia techniczne i artystyczne...
Także dzisiaj siedząc w domu tak się nudziłam, ale w sumie było przyjemnie poza moim rozmemłanym samopoczuciem.
Tak sobie siedziałam i myślałam o tym, że w nowym roku chcę dać więcej z siebie dla siebie. Mam poczucie, że nie staram się wystarczająco w wielu kwestiach i muszę robić więcej, mam tylko jedno życie.
Brzmi to może jakoś tak idiotycznie, ale jak się siedzi w domu to się myśli o różnych rzeczach a moje myśli zeszły na taki tor.

No więc wiem, że niby na razie powinnam być w temacie świąt itd, ale nowy rok też się zbliża i nie wiem jak inni, ale ja o tym też myślę.

To chyba wszystko, tylko dodam coś świątecznego :P















wtorek, 11 grudnia 2012

Dzień 11.

Chora chyba jestem. Nie wiem, czy jutro będę w szkole, bolą mnie plecy, niedobrze mi, nie mam apetytu (tak to dziwne jak na mnie), tzn niby czuję głód, ale mnie mdli jak sobie pomyślę, że mam coś zjeść. Brałam już dwa razy gripex i rutinoscorbin, ale nie wiem czy to coś da.

 Byłam dzisiaj w kościele dwa razy xdd
Ale było spoko na tym czytaniu - Natalia ma talent, ksiądz jej powiedział, że czytała perfekcyjnie :D


AAA nie wiem co mam napisać więcej - nudne życie i rutyna, poza tym  wybaczcie, ale na prawdę się źle czuję.

także cześć i czołem, papa


poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dzień 10.

Tak, czyli mamy dzień dziesiąty. Dzień pełen niespodzianek czy też wiadomości. Tych przykrych. Jednak jedna nie może się równać z drugą. Ale nie będę się zagłębiać w szczegóły.
Dzisiaj rano kogoś spotkałam i tak potem jak sobie o tym myślałam to jedyne co przyszło mi do głowy to: być tak blisko i nic nie powiedzieć... Ale to przeszłość. Nieważne. To znaczy, dla mnie ważne.

Jeszcze dzisiejszy dzień mnie nauczył czegoś co ogólnie wiadomo było od zawsze - za szybko oceniamy innych. To jest okropne. Niby to wiemy, ale pewne wydarzenia powodują, że zdajemy sobie z tego sprawę bardzo szybko.




Nie wiem jak to jest ale smaruję te ręce co chwila, a one ciągle wyglądają jak papier ścierny i jeszcze zaczynają pękać na kłykciach - nie wiem czy to o czym myślę to na pewno kłykcie, ale chyba tak.

Dzisiaj mam więcej czasu toteż dodam zdjęcia :)











niedziela, 9 grudnia 2012

Dzień 9.

O tak, na to czekałam - zbliża się dziesiąty dzień mojego pisania codziennie. Chodzi mi o to, że 10 to już coś. Ale to jest naprawdę przyjemne pisać codziennie. Chociaż nie zawsze się wydaje, że znajdę wolną chwilę to zawsze znajdę.

Dzisiaj oczywiście była leniwa niedziela. I robienie lasagne i robienie zdjęć na dworze. Dodam kilka jutro, z niektórych jestem strasznie dumna, ale palce i rąk strasznie zmarzły także nie siedziałam nie wiadomo jak długo. Dodam Wam jakieś zdjęcie dzisiaj na szybko i lecę, bo jutro muszę wstać na roraty już przedostatni raz na szczęście. Roraty są fajne, ale ja nie dam rady tak wcześnie wstawać, więc odhaczam te co muszę i I'm done!
+ mam czytanko we wtorek (komentarz liturgiczny czy coś takiego, ale krótkie :))

Teraz zdjęcie i adios. :)


sobota, 8 grudnia 2012

Dzień 8.

Dzień dobra noc. Późno, ale tak wyszło. Jako że mam swoje grudniowe postanowienie co do pisania postów, to nie mogę sobie olać, o nie.



Leniwa sobota. Wczoraj poszłam spać o 20, wstałam dzisiaj po 8. I tak byłam przymulona cały dzień, miałam chyba ciśnienie niskie. Nic się nie uczyłam, nawet nie wiem czego się trzeba nauczyć, ale jutro to zrobię, bo chyba nie ma tego dużo. Muszę sobie spisać nowy plan lekcji. Byłam a świątecznych zakupach w Ogród i Dom :) to zawsze takie miłe. Jutro robię lasagne. Mniam omnomnomnom. Piję sobie czerwoną herbatę i serio muszę przyznać, że jest pyszna, ja piję bez cukru. I tak mi ogólnie bardzo leniwie przebiegł ten dzień. Nic ciekawego. Mama się wygadała, że mój prezent pod choinkę jest duży. Ciekawe... Ale nie będę grzebać w szafie jak za dawnych czasów. Teraz stwierdzam, że to było szczeniackie. Ale miałam... 9 lat? Coś takiego.


Dobra, nie będę przynudzać, piszę codziennie, więc może któregoś pięknego dnia przydarzy się coś lepszego niż wypad do supermarketu.
DoKolejnegoNapisania.

piątek, 7 grudnia 2012

Dzień 7.

ja niestety nie umiem składać życzeń. w rodzinie jestem już doświadczona i jak ktoś ma urodziny to tylko podchodzę i mówię "wszystkiego najlepszego" i daje prezent albo rodzice dają.

dlatego Olka postaram się coś napisać dla Ciebie, może wyjdzie lepiej.

życzę Ci w kolejnym roku Twojego życia, aby był tak zajebisty, jak sobie  tylko wymarzysz, abyś miała jak najmniej zmartwień, a jeśli jakieś się pojawią to żebyś sobie z nimi świetnie radziła i się nimi nie przejmowała. spełnienia marzeń - to takie powszechne życzenie, ale myślę, że dobre, bo im więcej marzeń spełnimy tym jesteśmy szczęśliwsi. jak najwięcej wspólnych odpałów, chociaż wiem, że jak je mamy to zazwyczaj odwala mi aż za bardzo :D:D ostatnio nawet się mnie bałaś. już nie będę :PP jak najwięcej płyt ulubionych wykonawców na szafce, jak najwięcej ładnych ciuchów, w tym sukienek, chociażby po to żeby sobie popatrzeć i żeby się pouśmiechać :) jak najwięcej dobrych przyjaciół i w ogóle fajnych ludzi wokół siebie.

mam nadzieje, że te życzenia były w porządku, jak się pisze to tak się lepiej wszystko zbiera, chociaż nadal twierdzę, że nie umiem składać życzeń :)



~~~~~~~~~~~~~~~



idę się kąpać i spać, regeneracja po tym tygodniu to rzecz podstawowa. chyba że coś fajnego będzie w tv
+ dziękuję mojemu mikołajowi za fajny prezent.

czwartek, 6 grudnia 2012

Dzień 6.

Cześć.
Chciałabym życzyć Oli miłego zamykania ostatniego roku jej życia, w sensie etapu, nie mam głowy do układania zdań. Mam dla Ciebie kartkę na zajęcia artystyczne (ciemnozieloną). Przepraszam za to straszenie "wszystkobędziewporządkiem" na lodowisku, wiem, że się mnie bałaś :D:D:D No i nie wiem czy wiecie, ale my widzimy pochyło, i, jak się okazuje, mogę nadać nowe prawo na fizykę :P:P


A u mnie normalnie, ale bardzo miło. 5.40 wstałam, na roraty, po czekoladę, bo był święty Mikołaj Kopernik w kościele xd jeju, była pyszna, w sumie jeszcze raz bym zjadła. I info dla Arka nie wiem, czy u Was była ta czekolada, bo nie wiem czy Olka przypadkiem nie myśli, że chodzimy do tego samego kościoła, ale to nieważne. Potem lekcje, ziewanie na historii "Gabrysia to się chyba nie wyspała?" -"Bo ja na roratach byłam". Niemiecki i stwierdzenie przez panią, że trzeba mnie wysłać na jakiś konkurs, bo ja wszystko wiem, no nie wiem, nie wiem xdd Matma i jak zwykle nic nie rozumiem. Angielski właściwie nic ciekawego. Pani lubi żelki. Jelly Beans - mmhmmm + błogi uśmiech.

Lodowisko, tak wiem, że nie zachowywałam się normalnie, ale gdzieś przecież trzeba odreagować...?
Molestowałam więc Olcię, ale nie martw się wszystko będzie dobrze ;P

Potem w domu to tylko jakieś tam lekcje, ale w sumie nic nie było, tylko praca z artystycznych.
I zleciało. Teraz czekam na Kevina. I idę coś zjeść, bo mi zaraz brzuch wybuchnie od burczenia.
DoZo.




środa, 5 grudnia 2012

Dzień 5.

Dzień dobry. Tak, dobry. Dialog na niemieckim mam przesunięty na za tydzień, Olki nie było. Mam nadzieje, że już cię ząb nie będzie bolał za tydzień :) w ogóle to mam nadzieje, że już nie boli. Jutro na lodo, chyba wypali. Dzisiaj odhaczone pierwsze roraty, jutro kolejne. I zaraz zaliczymy wszystkie pięć. Ale to wstawanie o 5.40 jest do kitu.

Napiszę o Zuzi, bo o niej jeszcze nie było, a się domaga od jakichś dwóch miesięcy. A więc nasza Zuzannanna jest bardzo wesoła, ciągle się śmieje, ma odpały <ale to chyba jak każda z nas> i ma czerwone lica :D wybacz, ale musiałam to napisać, to takie charakterystyczne, że w sumie już nawet nie zwracam uwagi. Zuza nawracam cię na kosmetyki dla cery naczynkowej, a jeśli coś to wizyta u dermatologa też nie zaszkodzi, jeśli aż tak ci to przeszkadza. Ale i tak jesteś piękna. 
Trzeba podkreślić, że Zuza biega od chyba 3 lat tak bardziej na serio i jest w tym najlepsza, także jak idzie na jakieś zawody i ja się pytam jak jej poszło, to niepotrzebnie pytam, bo można z góry przewidzieć, że jest pierwsza. W skrajnych przypadkach druga, o trzecim miejscu nie pamiętam, ale jeśli się trafiło, to w baaardzo skrajnych wypadkach. Jak miałaś jakieś gorsze miejsce to już nie masz
Jest zdolna, ale nie lubi się uczyć, no chyba, że biologia z przymusu no i fizyka w sumie też. Ale i tak ma niezłe stopnie, a ma dużo obowiązków, także zawsze ją podziwiam, no i lubi udawać blondynkę. I narzeka, że nie ma wcięcia w talii, ale mimo tego mój brzuch przy jej brzuchu to jeden ogromny flak. I nie lubi swoich włosów, ale są ładne. I lubi jeść słodycze, ale i tak po niej nie widać. Nie lubi się przemęczać, ale wie co ma robić i to wykonuje. 
i to chyba wszystko, to znaczy nie wszystko, ale tusz mi się wyczerpuje. tak to miał być taki suchar.


Jutro mikołajki, jea, chociaż chyba i tak nic nie dostanę, za sprawą paktu z moją mamą. W piętek natomiast klasowe, miło. Lecę.





wtorek, 4 grudnia 2012

Dzień 4.

4 grudnia, rok 2012, za 17 dni koniec świata <podobno, pff>
Ale za to zdążę już obejrzeć Kevina, pierwsza część odhaczona, teraz tylko 2 i mogę umierać xdd

Potem zapomnę, więc: Arek życzę powrotu do zdrowia i będzie dobrze.

A tak u mnie to wszystko dobrze, kolejny dzień minął. Nie odrobiłam jeszcze hiszpańskiego, nie nauczyłam się jeszcze dialogu na niemiecki, ale zaraz to zrobię. Tak to jest jak się marnuje wolny czas na karaokeparty, ale to w końcu wolny czas, czyż nie? Moje oceny z matematyki mnie zadziwiają, zaprawdę same czwóreczki :D Och nie, jaki ze mnie LUZER!

Ej nie wiem o czym jeszcze pisać, ale przyjemnie jest w sumie każdego dnia pisać posta, bo to takie odprężające. Z tym mi się nie udaje, ale kiepsko mi idzie z czytaniem książek <oj xdd> i z ograniczeniem internetu <ojj2>










poniedziałek, 3 grudnia 2012

Dzień 3.

Tępe dzidy.







Taki piękny wstęp, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać. Brawa. Trzeba mieć umysł  na poziomie... gimbusa, serio. Nie będę tracić posta na takie osoby, także tylko krótka wzmianka.

Dziękuję za uwagę.

Przejdźmy teraz do mojego życia, które, niestety, nie obfituje w rozmaite przygody.
7.00 - wstałam
7.30 - wyjechałam
8.00 - 12.40 - lekcje (bo skrócone + brak zaj. tech.)
16.00 - 17.30 - hiszpański

potem to już tylko duperele. I dzisiejszy post. Miałam takie wrażenie w szkole, że jest straszne zamieszanie. Nie wiem właściwie dlaczego lekcje były skrócone.

Nie wiem, niby miałam spoko dzień, ale jakiś taki nijaki. Jak ja. Nie dołujmy się jednakowoż. Nie jest tak źle, nie urodziłam się u Rumunów, także jest nieźle.

Anoi jeszcze muszę dodać, że jestem z siebie dumna bardzo, bo biolożi poprawiłam na 4+, a nie na 3 jak przewidywałam. Może nie będzie tak tragicznie.

Pozdr.








Już jest

W końcu doszła do mnie paczuszka z prezentem na mikołajki. Wlaśnie elegancko zapakowałam i teraz czekam do piątku. Tylko okazuje się, że elf chce mi sie wymigać, ale myślę, że jeszcze go przekonamy.

Ola nie obchodzi mnie twoje zdanie na temat moich wpisów. Myśl SE co chcesz ale nie mów mi co mam robić. Ty rób po swojemu, ja będę robić tak jak ja chcę i wszyscy będą zadowoleni.

I pozdrawiam wszystkich "inteligentnych" ludzi, którzy myślą, że są fajni niszcząc pracę innych.

Tak poza tym to zapowiada się całkiem fajny tydzień

niedziela, 2 grudnia 2012

Dzień 2

Fajny szampon, mam takie pusyste  włosy...

 Siemanko. Jestem Gabrysia, a to mój blog. Hehehe. Nie no, nie będzie takich wstępów. A blog jest nie tylko mój.
~Marta, napisałaś posta brawo. Widzę, że wena twórcza dopisuje. Ups, przy Tobie chyba lepiej nie używać słowa "wena". :D:D

~Ola pisz do mnie na gg nawet jak mnie nie ma, bo bardzo często jestem, tylko nie chce mi się odpisywać, jestem na dole, jestem na imieninach lub jestem na niewidoku. Lub pod prysznicem :D

W dzisiejszym dniu byłam na imieninach u wujka. Zrobiłam ciasto i cynamonki, takie bułeczki, ale jeśli chodzi o szkolne sprawy, to tylko odrobiłam lekcje, zaraz jeszcze muszę zrobić biologię, ale biologia u nas to nie jest przedmiot, to nie jest lekcja, to jest piekło, centrum stawiania ocen poniżej 3 (w moim przypadku tylko 3, jedna jedyna jedyneczka się uchowała i ją poprawiałam, nie zdziwię się jeśli na 3 właśnie ;>)

Jak dobrze, że się zapisują kopie robocze, właśnie przed chwilą niechcący wyłączyłam stronę. I to chyba shiftem. Nie wiem jak to możliwe. Maciek?

Dobra, to chyba tyle na dziś, fajnie, że zdobyłam SP z opracowaniem, znajdowanie lektur u siosrty to moja specjalność :P

Idę nocdobra ;>




19O

To jest właśnie wpis nr 19O . Fajnie, w sumie to przez przypadek zobaczyłam. Wiem, że dawno nic nie pisałam ale nie miałam ani czasu ani pomysłu a ni nastroju na wpis, a jako że uważam iż pisanie codziennie nie mam czasu, nie mam pomysłu tylko po to żeby był wpis jest bez sensu więc nie pisałam. Ale dzisiaj mam chęć, bo miałam dobry weekend... prawie. W piątek dowiedziałam się kilku nie fajnych rzeczy, ale od tego się nie umiera więc będę silna i wytrzymam. W sumie to resztę piątku przespałam, dokładnie od 15 do 1O rano w sobotę... lubię spać. A sobota w sumie była fajna, jakaś taka spokojna nie tak jak zawsze, że musze zrobić 15 rzeczy na raz i w końcu robię tylko 3. Nie tym razem zrobiłam prawie wszystko co chciałam i to bez pośpiechu. I coraz bardziej aklimatyzuję się ze swoim pokojem, ładny jest przytulny, lubię go.
A dzisiaj no cóż jednak niedziela jak niedziela. Wstać o 1O, iść do kościoła, obiad z rodziną a potem leniuchowanie wspólnie lub osobno.

 Teraz robię sobie lekcje i słucham piosenek świątecznych... niestety mnie też już wzięło. Ale jak już  uporam się z biologią i chemią, będę sobie spisywać przepisy na święta.


sobota, 1 grudnia 2012

Dzień 1.

Cześć, cześć i czołem. To ja, w grubych skarpetach, solidną warstwą kremu nivea na ustach i maścią cynkową na piętach. Tak, na piętach. Okej, no może nieco ponad nimi :)
A w tle "Gruby i chudszy". Dawno nie oglądałam. 

Dzisiaj dzień pierwszy. Wiem, że już późno, ale wstałam o w pół do jedenastej, potem sprzątałam cały pokój od podstaw, czyli wyrzucanie starych, kompletnie niepotrzebnych rzeczy, książek itd. No i potem do Ani i Oli. O matko, co to było o.O. Ponadto nie doczekałam się tablicy korkowej, ale to może i dobrze (?), bo w tym wypadku jeden z moich plakatów z Marylin Monroe został odwrócony, na nim zostały poprzyklejane zdjęcia klasowe, takie życiowe w sumie, następnie wylądowało to wszystko w antyramie, więc teoretycznie Marylin dalej wisi, tyle że tyłem, tak żeby zdjęcia były na białym tle. Tak wiem, ach ten mój geniusz.
I teraz jak odwrócę głowę w lewo, to widzę kawałek mojego życia (może za dużo powiedziane, ale jest to baaardzo fajne).
Zostało mi jeszcze ogarnięcie ubrań w szafie, bo strasznie bałaganie. Wrzucam tam ciuchy, więc się zrobił taki piękny kopiec.

Poza tym muszę jutro upiec ciasto, chyba Toscakaka, odsyłam do TU.
I ponieważ pojechałam do A. i O. to nie odrobiłam lekcji, gdyż wcześniej nie miałam czasu. A jutro są imieniny wujka, no właśnie dlatego piekę ciasto, ale jak zwykle dam radę i wszystko pogodzę. O tak.

Z moich grudniowych postanowień to: zakładać zawsze na noc aparat, głupie może, ale ja nie chcę, żeby moje zęby wróciły do dawnego kształtu, dalej to chciałabym ograniczyć korzystanie z komputera - hahahaha, kogo ja oszukuję, przecież nie dam rady, ale można pomarzyć. No i chciałabym czytać więcej książek. No i oczywiście moje postanowienie nr 1 czyli pisać codziennie posta na blogu. Dzisiaj pierwszy dzień. Późno, bo późno, ale post jest, i wcale nie byle jaki, bo dłuugi i o czymś. Nie wiem czy komuś się będzie chciało czytać. Ale trudno :D
Pozdrawiam Anię, Olę i karaokeparty.com :D:D:D
dozo.