piątek, 21 grudnia 2012

Dzień 21.

Nie napiszę chyba o wszystkim, o czym chciałabym napisać, czyli jak zwykle. 
Tak, była wigilia klasowa. Niby okej, ale jakoś tak dziwnie, razem ale oddzielnie. Nie było jakiejś szczególnej atmosfery, chociaż ogólnie lubię swoją klasę.
A teraz chwila szczerości i nie obchodzi mnie co sobie o mnie pomyślicie. 
Nie będę przedstawiać tutaj genezy konfliktu z Dominiką, ale dzisiaj ostatecznie utwierdziłam się w przekonaniu, że jednak jej nie lubię. W sensie nie lubię w ogóle. Wcześniej byłam w stanie myśleć sobie o tym, że możemy się pogodzić, teraz - przestałam się łudzić. Ona nie daje żadnej szansy, żadnych podstaw do tego, abym próbowała coś naprawiać, ona też chyba nie chce nic naprawiać. Wielka łaska żeby mi w ogóle powiedzieć "cześć", zacznijmy od tego, że zawsze ja muszę powiedzieć pierwsza, ona ewentualnie łaskawie odpowie. Albo nie. Z naciskiem na nie. Co za pogmatwany człowiek. Nie podeszła pierwsza, żeby złożyć życzenia, a jak ja ją klepnęłam w ramię, żeby łaskawie wstała, to chciała się wymigać mówiąc: "ale ja już nie mam opłatka". Tak, wiem będziecie się śmiać, że ja się w ogóle tym przejmuję. Na początek - nie przejmuję się ani trochę, bo, naprawdę nie potrzebuję takiej litości. Ale, błagam, to jest wigilia klasowa, można na chwilę zapomnieć o tej całej nienawiści. I tak dalej będę utrzymywać, że nie czuję się winna. I chciałabym, aby ona umiała spojrzeć mi w oczy. Nie umie. To przepraszam bardzo, kto tu kogo oszukuje? Kto się czuje winny? Zostawiam to bez odpowiedzi, jest zbędna. 


Rozpisałam się o moich spostrzeżeniach. Jak widzicie, nie był to super niesamowicie genialny dzień z serii: "chcę takich więcej".
Nie był, ale było znośnie. Tak czasem jest, że dzień się nie uda. Nie wiem dlaczego, jakoś czułam się inaczej, taka rozczarowana. Nie klasą, nie szkołą, nie tym wszystkim, tylko rzeczywistością. Tym jak wygląda moje życie. Ostatecznie uświadomiłam sobie, że nie mam(y) zielonego pojęcia jak i gdzie spędzić Sylwestra. To nie jest śmieszne, to jest straszne. Mam prawie szesnaście lat, a impreza w takim wieku nie powinna wyglądać jak taka sprzed 4 lat. Czuję się bezradna w tej sprawie. Nie zdziwię się jak spędzimy je oddzielnie. Ach, przepraszam, pewne jest jedynie to (i Bogu dzięki) że będę z Zuzą. Jak na razie tylko to jest pewne. Dobrze, ze chociaż to, uff.

Chorwacja jest jedynie mglistym wspomnieniem ( coś się ze mną dzieje, że używam takich określeń), ale tak bardzo chciałabym:

  • poopalać się w tym słońcu
  • popatrzeć w to morze
  • popatrzeć na "tą" zatokę
  • znowu przepłynąć się to łódką w tych wielkich falach i usłyszeć jak Bartuś krzyczy "zginiemy tu!" + histeryczny płacz :>
  • pogadać z Mateuszem
  • zagrać z nimi wszystkimi w karty 
  • żeby Mateusz mnie znowu uczył grać a pana i żebym znowu nic nie zrozumiała xd
  • chcę jeszcze raz przeżyć te trzynaście cudownych dni z nimi wszystkimi, nawet Maciek może być, niech już będzie, jakoś bym wytrzymała. dla innych.
Dobra, nie zanudzam dalej, nawet nie wymagam, żeby to ktokolwiek przeczytał. Napisałam to co mi się majta w głowie. I tyle. 

idę spędzać rodzinny wieczór przed telewizorem, do napisania.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz