sobota, 26 stycznia 2013

dżeeeeeeelesiiiiiiii!*

Witam serdecznie :>

Tak, Olka, w sumie to nie wiem czy jestem X czy H, bo przebyłam długą bitwę ze swoimi myślami, ale dalej nie jestem pewna. 
A twój kolega to szowinista, skoro kompromituje płeć żeńską. Też mam takiego kolegę i też go lubię, nawet bardzo ;pp ach te destrukcyjne znajomości.

Pozdrawiam Z i M które nie powiedziały że są razem w piątek, może bym wpadła. Chociaż może i nie. Nie wiem, liczy się intencja. I przepraszam Olcię, że tak wyszło, w sumie nie spodziewałam się że nie będzie żadnej z nas. Tzn z Zuzą pisałyśmy że nie idziemy, Marta zwiewka a Sucha też została w domu. Olcia, było zwiać do mnie :) Ale to już było i nie wróci więcej. 

Mam dzisiaj tak zajebisty dzień muzyczny. Od 12 leci u mnie w pokoju muzyczka. Oczywiście przeważają kooksi i bardzo się cieszę, że zaraziłam Olkę chociaż jedną piosenką ;>>



* tytuł taki, bo darłam gardło, śpiewając (z fałszem, a jakże) Mr Brightside



poznaliście Izę Miko? ;> to ta z Kochaj i tańcz.

może jestem dziwna, ale teraz to mi chodzi po głowie, oprócz piosenki powyżej :>
staroć, ale ładne. wszystko przez tvn-owskie reklamy komedii romantycznych.

czwartek, 24 stycznia 2013

Z życia szesnastolatki

Boże Drogi, daruj mi ten tytuł.
Czyli już się urodziłam, o 18.25 bodajże. Mam dopiero aż szesnaście lat. Wiecie, nie pisałabym może tego posta, gdyby nie ciągłe uświadamianie nam, że zbliża się dorosłość, a profil jaki wybierzemy w liceum będzie w znacznej mierze rzutował na to co będziemy robili w przyszłości. Będzie decydował, wg szanownej, znienawidzonej niemalże przeze mnie pani pedagog. "Te ankiety pomogą wam w określeniu tego w czym jesteście mocni, w wyborze profilu. Bo przecież od tego zależy wasz zawód. Nie będzie cofania czasu." Nie. Oczywiście, że nie pamiętam dokładnie słowo w słowo tego co powiedziała, ale pamiętam samo przesłanie. Dzisiaj czułam się jakbym jutro miała już iść z tymi wszystkimi papierami, wynikami z matury (do której mam jeszcze aż tylko dwa lata, no, trzy) na uczelnię. Z tymi trzęsącymi się nóżkami.
Bez przesady. I tak wiadomo, że wszystko się potoczy inaczej, w sensie, że nie w zgodzie z profilem w przypadku 90 % z nas, ale o tym nie muszę mówić.
Zabiłabym wszystkich, którzy doprowadzili do tego, jak teraz wygląda "edukacja" w Polsce. Serio, nie mam zamiaru się teraz rozpisywać, tutaj rozpisywać, na tematy czysto polityczne, bo mi to nie wyjdzie, ale litości, jak można tak wyniszczać społeczeństwo? Już nie ma liceów ogólnokształcących, będziemy wyrastać na pół-ludzi. Więcej nie będę pisać na ten temat. I to że mi się nie chce z reguły uczyć nie ma tu nic do rzeczy.

Na co idzie większość? Na biol-chem. Mat-fiz. Mat-geo. To całe dorastanie jest straszne. W trzeciej klasie (tak, trochę późno) dokładnie sobie uświadomiłam, jak bardzo jestem niezależna. Idę na biol-chem, matura, potem chciałabym się dostać najlepiej na medycynę (big dżrim) lub farmację. Ale nie wiem czy jakbym mogła się rozwijać czysto w kierunku pasji i tego co lubię (lubię przedmioty przyrodnicze, no z wyjątkiem fizyki i większości matematycznych działów, ale daję radę, lecz są też inne rzeczy które wielbię, np języki) to czy wybrałabym te klimaty. Nie wiem. I w tym sęk. Mamy szesnaście lat. Nie wiemy. Nie przejmuję się na razie, bo może wcale nie ma sensu, będzie co będzie. Ale po prostu niektórych rzeczy po prostu nie zrozumiem.

~

Takie postanowienie z okazji urodzin: skupić się na sobie i nie zwariować.

Dzięki za przeczytanie, jeśli się Wam chciało. Do napisania.


wtorek, 22 stycznia 2013

jhgbvkjui

Czyli kolejny post bez konkretnego tytułu. W ogóle po co one są? Tzn mogłabym rzucić jakim tytułem z ckliwej piosenki... no albo nieckliwej. Noale. Wiadomo, u mnie jak zwykle. Nic ciekawego. Taka tam, codzienna rutyna. Ale w ogóle jak patrzę na niektórych ludzi, to się sama sobie dziwie, że nie popadłam w depresję albo że nie jęczę ciągle, że mam dość. Może to normalne, każdego z nas to dopada, z jednej strony wiem, że jest zima - pierwszy powód do depresji, jest szkoła - to powinien być pierwszy powód wg większości nastolatków no i zbliżają się egzaminy, ale nie wiem, jakoś nie czuję ten presji. Może poczuję. Wróć! Jestem przekonana, że poczuję, ale pewnie na sam koniec, nie zdziwię się wręcz jak poczuję ją dopiero po. 
Po prostu sęk w tym, że nie rozumiem, jak się można wszystkim przejmować, chociaż nie rozumiem też, jak można mieć na wszystko tak zwane "wyjebane". Są granice, każdy chyba ma swoje priorytety i chyba warto się ich trzymać, reszta jest mniej ważna i nie wiem, jak właśnie takimi mniej ważnymi rzeczami się można aż tak przejmować. Dodam, że nie mówię tego tylko z perspektywy dzisiejszego dnia, tylko ogólnie. Zauważam to od początku roku. Także tak postanowiłam że sobie o tym napiszę. Tak żeby to wyrzucić. 
Na dzień dzisiejszy to się muszę jeszcze wosu nauczyć, ale chyba jakiś prosty temat był, więc spoczko, jutro fizyka all day. I w piątek jest jeszcze historia, to na nią też się nauczę. Info na fizykę jeśli chodzi o nasz projekt to dziewczyny mi skopiują czy cuś i będzie pięknie. Tylko jedyne co na razie mnie wkurza to to, że na co mi w ogóle te ferie, skoro muszę się nauczyć na projekt z fizyki, na egzamin z hiszpańskiego, pewnie na kilka sprawdzianów, które będą po feriach (od razu, a jakże)... Także miłe ferie, z tym że wyjeżdżam, więc mam na wszystko tak jakby mniej czasu, może nie mniej czasu, ale jak będę w górach to mi się nie będzie chciało taszczyć książek i się tam uczyć. No litości. Ach i zapomniałabym, że Kazik oczywiście nie oszczędził nam kolejnych matematycznych zadań na trzech kartkach A4, też na ferie. Więc właściwie po co one?
Trzeba się będzie maksymalnie zmobilizować i po prostu wszystko zrobić jak najszybciej, póki będę w domu, a po przyjeździe powtarzać. Bleeeeee.




sobota, 19 stycznia 2013

pffff...


Trolololo i kolejna życióweczka J              300m -43,48 (ale i tak słabo )
Żal mi ludzi , którzy są tak w siebie zapatrzeni i pewni siebie że jedna porażka a oni już zmieniają nastawienie . Tak konkretnie pani X przegrała z panią Y i obraziła się na nią że ona jest lepsza on niej. Kurde ale te ludzie są dziwne , nie rozumiem tego bo jak ktoś jest ode mnie lepszy to próbuje stać się lepsza a nie obrażam się na cały świat . Nie no ja wiem że mam dużo wad ale takie zachowanie to po prostu mnie wkurza ;/
A tak w ogółe to muszę się nauczyć rozmawiać z ludźmi , których nie znam tak super  , bo z GOM –em i paroma innymi osobami umiem gadać o wszystkim i o niczym a z osobami takimi , które słabiej znam to powiem jedno słowo albo dwa i koniec nie wiem co powiedzieć rozmowa się kończy dziękuje do widzenia , i strasznie się z tym źle czuje może się nie zadręczam tym ale to jest takie fuj . Nie wiem jak można nauczyć się rozmawiać z ludźmi ale wiem że się nauczę J

piątek, 18 stycznia 2013

Post numer niepamiętamktóry.

Witam :) Piątek, łikendu początek, więc każdy zadowolony. Miałam niemały kwas, azaliż gdyż okazało się, że mecz w ręczną (oczywiście Polski) jutro, a myślałam, że dzisiaj. I schodzę taka zwarta i gotowa, już wykąpana na dół, końcówka meczu Francji z Niemcami i "o której mecz?". "Nie ma dzisiaj meczu" - słyszę w odpowiedzi. Cóż zjadłam trochę czekolady i kinder pingui i niepocieszona poczłapałam w moich uggokapciach na górę. Chciałam obejrzeć PLL ale co? Podejście nr jeden w czasie skakania na skakance zakończone niepowodzeniem - komputer się zaciął. Nie nowość. Ale jak przychodzę godzinę później żeby spróbować jeszcze raz to też coś nie gra. To stwierdziłam że sobie napiszę posta. I oczywiście po napisaniu tego posta, pośpieszę, by ponowić moje próby. Serial trza obejrzeć. 
Pisałam już jak kocham piątki? Może. Nieważne, najwyżej się powtórzę. Otóż kocham piątki. Siedem lekcji, ale dwie ostatnie z "panem profesorem" i tak naprawdę jeśli już mi się zamarzy na coś nauczyć to tylko i wyłącznie na historię. Ale kiedy to będzie?
A piątek za tydzień kocham jeszcze bardziej bo "pana profesora" nie będzie i kończę po 5 lekcjach. Muah.
Marcie i Zuzie tylko współczuję przepisywania. Ach, to tempo. Kanapeczki mniami. Napchałam się. Szczerze to nawet już zapomniałam, że można się tak napchać kanapkami o.O

Dobra a teraz muszę jeszcze coś wtrącić. Tu jest nasz blog - strefa wyrażania siebie, swoich myśli. I dla kogoś z zewnątrz kto tak hop - trafi tu przypadkowo to jest żałosne. Wiem, bo ja też tak czasem trafiam. No teraz może rzadziej, ale kiedyś trafiałam na takie "blogaski" i nie byłam superpozytywnie nastawiona. I po prostu fajnie że mogę coś od siebie praktycznie dla samej siebie napisać. Tak ot, po prostu. I teraz też mogę. Olka i Zuza tak sobie piszą i ja też. Marta się zgubiła.
Mam wrażenie, że jestem poza. Tzn nie tak, że poza przyjaciółmi ale po prostu. Jakoś nie wiem. I coraz bardziej wkurzają mnie iksy, igreki i inne. Nie będę wskazywała nazwisk ani nawet imion. To co mnie irytuje najbardziej to hipokryzja.
Takie, kurde, udawanie świętego. Nie no oczywiście ja wiem, że nikt się przed sobą nie przyzna, ale ludzie, trochę więcej luzu. Po co od razu się zarzekać że się czegoś nie zrobi albo zrobi i to na 8758736 % skoro potem pod wpływem 2.34465 s zmienia się zdanie? I od nowa z tym zmienionym zdaniem biegnie się innym je oświadczać, po to żeby za sekundę je zmienić, bo "coś mnie przekonało" lub "ktoś". Kurde, ja nie pojmuję. Może w ogóle mało pojmuję. Albo takie świętoszenie, a potem BUM jestem o 180 stopni inna, ale tego nie widzę, bo przecież JA JESTEM ŚWIĘTA. A potem mówienie, że przecież właśnie święta nie jestem, więc mam prawo do błędu. Zakłamanie. Rozumiem kłamać do innych ale okłamywać samego siebie? Zresztą przecież i tak się nie da.
Ja wiem, że nikt nie zrozumie tego posta. Ale chciałam coś napisać o tym o czym myślę, ale musiałam kluczyć, bo się nie lubię tak do końca otwierać. Już czasem nawet nie wiem jak wszystko ubrać w słowa. Bo na ten przykład Sucha ma na gg czasem opis: "Wiesz co mnie boli? Że w głowach się pierdoli". I, no, tak jest rzeczywiście kiedy tak sobie o tym wszystkim pomyślę.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

nie mam pomysłu

To tak ogólnie  dzisiejszy dzień super. Oby jutro się nie odegrało. Polski był spoko. Uświadomiłam sobie że jeśli chodzi o czasy 2 wojny światowej to ja nic nie wiem i że źle się z tym czuję. Wstyd. Dwie matmy przeżyłam. Luzik. Dalej zajebista geografia. I dwa WF. Potem hiszpański a przed hiszpańskim przyszły buty które zamawiałam prawie 4 miesiące temu. Ale przynajmniej kasa nie poszła w błoto. Ok kończę i idę spać. Do napisania :]

niedziela, 13 stycznia 2013

13.01

Stwierdzam że wczorajszy dzień był suuper.  Moja samoocena strasznie się podniosła ( i teraz trochę o sporcie ) bo pokonałam dziewczynę z którą przegrałam ze trzy miesiące temu . Ja byłam piąta a ona pierwsza na MP. Wiem że wiele osób nie rozumie po co właściwie ja biegam . Spoko czasami ja też nie rozumiem :P . Ale jak przychodzi sezon i zaczynam startować to zaczynam zdawać sobie sprawę że ja to po prostu kocham i nie i umiem bez tego żyć . Trudno sobie to wyobrazić jakie to uczucie wbiegać na metę pierwsza , kiedy tyle ludzi ci kibicuje i kiedy widzę tę radość w oczach trenera że tak mi dobrze idzie. Po prostu niesamowite uczucie :) Tak trochę o moich wczorajszych odczuciach.
Ponieważ miałam świetny humor to pojechał do arkadii , ale też miałam coś do załatwienia . I w końcu kupiłam sobie coś innego niż bluzę , pewnie jak w tym przyjdę do szkoły to nie wszystkim się będzie podobało :( Ale trudno mi tam się podoba 
a ksiądz do mnie na razie po kolędzie nie przychodzi i pewnie znowu będzie tak że go nie przyjmiemy bo nas nie będzie 

czwartek, 10 stycznia 2013

jscbjh

znowu brak pomysłu na tytuł posta. cóż, mózg już się przegrzał, ale po takim tygodniu... nie dziwne.

Olka forever angry a ja forever hungry, hahahha. nie no żart. tylko po szkole, potem jakoś mniej. na szczęście. 
jeju, brak nam pomysłów. tzn ja już mam koncepcje, jutro się podzielę. irytują mnie X i Y. tylko nie wiem czy 6 lat temu nie irytowały bardziej. więc to może lepiej...
proszę Anię, bu łaskawie nie przytulała Dudusia. tylko się nie zakochaj. 

wkurzyły mnie babcia i mama bo jak powiedziałam że mam 3 z fizyki na koniec roku, co mnie nie rusza, bo jak się starałam a nie wyszło, to naprawdę nie mam sobie nic do zarzucenia, to się zdziwiły i że co? że ja? a mama jak zwykle, że przecież nic nie mówi tylko ją dziwi, że się nie przejmuje. no to teraz wiem, że mnie brali za przewrażliwioną na punkcie ocen chyba. no sorry. to trzecia klasa, a ja naprawdę wiem, co robię i skoro się nie przejmuję, to tylko znak że mam wszystko pod kontrolą. 
nie mam zamiaru spędzać nocy pod kołdrą z nosem w książkach. ostatnio i tak nad biologią i chemią siedziałam prawie do północy co dla mnie jest nienormalne. więc nie zamierzam naruszać moich zasad. chcę się wyspać. oceny mam dobre, dla mnie. inni niech się nie czepiają. póki sama jestem z siebie zadowolona, a po dzisiejszej fizyce jestem ( 5 - odp. ust.) mimo że mam trójkę, to nikt mi nie narzuci że robię coś źle. dobra zeszłam z tematu bo moja mama wcale nie miała mi za złe niczego tylko się dziwiła moją reakcją. zakańczam ten temat niniejszym. do napisania. 

poniedziałek, 7 stycznia 2013

ogarniam bałagan

ogarniam, próbuję zapobiec kolejnemu bałaganowi. ale nie jestem pewna czy w ogóle się da. jak ja bym chciała, żeby można było kupić czas. tak, tak, posta musiałam napisać. to mi pomaga, przynajmniej jakaś przyjemność w całym dniu, w którym z reguły czasu na nie nie ma. praca domowa z hiszpańskiego, a potem angielski i biologia. chciałam jeszcze wos, ale jak się okazało przez jutrzejszą przypadkową biologię - nie dam rady raczej. nie jestem nadgorliwa. przeciwnie - wykonuję minimum, a i tak się nie wyrabiam. jedyne co pociesza to to, że inni mają tak samo, czasem nawet gorzej. 
lece, nie będę truć. będę się uczyć - taka prawda. bajos i do napisania :)

niedziela, 6 stycznia 2013

blablablablabla

bo nie mam pomysłu na tytuł posta. właściwie to mogłabym nie pisać tytułu.myślałam, że nie doczekam dnia, w którym Olka nie napisze posta, mimo że pisała, że nie będą się pojawiać codziennie. myślałam, że tylko tak napisała. a tu proszę.
mniejsza o to. uczę się chemii i mam to uczucie, że umiem jak przez mgłę. najgorsze są właściwości i dwa ostatnie tematy. poza tym nie jest tragicznie. no i ilość materiału też nie zachęca (13 rozdziałów) ale damy radę. 
jestem cała w zakwasach, nogi tak czuję jak nigdy chyba. masakra, ale fajne uczucie tak z mojego punktu widzenia.

lecę dalej do książek, no i pewnie niedługo obiad, dzisiaj supersmaczny gulasz mniam. mojej mamy w szczególności, bez tego obleśnego tłuszczu na mięsie. 
trzymajcie się i do napisania :)

środa, 2 stycznia 2013

dzisiaj

dzisiaj był dzień muła. serio. jak to określiłam rozmawiając z Martą: cała jestem obtarta.

podobał mi się ten tekst, ale to trzeba było słyszeć ;d;d

na dzisiaj jeszcze zostało mi nauczenie się fizyczki i powtórzenie niemieckiego, fajnie by było jakbym też znalazła czas na geografię, ale nie będę marzyć. trzeba działaś. już przeczytałam połowę lektury, porobiłam zakładki, także do jutra będę miała drugą połowę. bo przynajmniej to muszę mieć zrobione. tym bardziej, że jednak lepiej mieć przeczytaną książkę.

+ wiecie że na świecie nie ma już dziewic? wyginęły dziewice. najbardziej pożądane dziewice, to już nie dziewice. mam nawet piosenkę pt: "niedziewiczy jest ten świat". tak, do tej melodii.

wtorek, 1 stycznia 2013

nowy początek.

stwierdzam, że będę się starała pisać tytuły postów po polsku. lepiej się z tym czuję. oczywiście nie oznacza to, że nie będzie żadnego po angielsku czy w innym języku, ale większość po polsku, stawiam na polski.
a więc, co? mamy Nowy Rok. 1 stycznia 2013 roku naprawdę skłania do podjęcia jakiegoś wyzwania, jakiegoś postanowienia. ale nie widzę w tym sensu. tzn widzę, ale zawsze jak sobie coś postanawiam, to kończy się tym, że jestem tak niewytrwała, że się strasznie szybko zniechęcam, jest jeszcze gorzej, do tego dochodzi niezadowolenie z samej siebie i ogólnie lipa.
także, nie. nie będę przynajmniej na razie nic postanawiać. 
nawet tego, że się będę więcej uczyć i regularnie. nienawidzę tego postanowienia, ale niestety jest często stawiane przez osoby w naszym wieku. to takie idiotyczne, bo zawsze jak sobie coś związanego z nauką i ocenami postanowię, to za chwilę zaczynam się z siebie śmiać i mam maksymalną polewkę, że jestem taka głupia, że myślę że wytrzymam. dlatego nie postanawiam.

hmm. co by tu jeszcze... a. chciałam napisać i podkreślić, że się świetnie czułam na tym naszym sylwestrze i najlepiej było jak sobie śpiewałyśmy. szczególnie zapamiętam highway to hell. coś genialnego. gardło bolało, ale czego się nie robi dla przyjaciółek. "ja tego nie znam, nie śpiewam!" no dobra, dobra, to ja śpiewam" a potem to już poleciałam. nie wiem nadal, czy się wtedy dobrze czułam. chyba za dobrze :D:D

i w ogóle myślałam, że będę miała taką po noworoczną depresję, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało. a tu proszę, jestem bardzo zadowolona i nastawiona całkiem  pozytywnie, trzeba tylko przeżyć ten półtydzień potem następne trzy i ferie. potem naprawdę szybko zleci. jakoś tak nawet nie martwię się egzaminem. ale wyleciałam w przyszłość. ale taka jest prawda. wczoraj świętowaliśmy sylwestra, o tej porze robiłam te całe cynamonki. i był 2012. a teraz siedzę przy lapku i piszę posta. już w 2013. mam na myśli że czas leci mega szybko i zanim się obejrzę to już będę świętować sylwestra 2013. także naprawdę, takie nastawienie jest dobre i wprowadza w dobry humor. z jednej strony nie wiem czy to fajnie że tak szybko zlatuje nasze życie, ale z drugiej strony... jest go wystarczająco dużo, aby móc przeżyć go najlepiej i najpiękniej jak możemy. i najlepsze jest to, że każdy ma wyrównane szanse :)