niedziela, 12 sierpnia 2012

Więc...

...wyszło sprawiedliwie, bo moje drogie nie pojechałyśmy z Zuzą do Marty. Jebane pekaesy. Tak, tak, nie przyjechał, miałyśmy jechać tym o 20.31, bo wcześniejszy o 20.22 nie zatrzymał się, mimo tego, że podeszłyśmy. Nienawidzę słowa "żal", ale w tym wypadku pasuje jak ulał. Tak więc pekaesy nas olały, więc nie mając zamiaru jechać pociągiem po nocy, co autobusem to jeszcze jakoś, poszłyśmy zrezygnowane do naszych domów. Btw - dziękuję Zuzie za odprowadzenie mnie pod moją furtkę :D
Szkoda mi tylko Marty, ja na jej miejscu też nie byłabym w dobrym humorze.
Noale, w domciu czekała na mnie moja młodsza koleżanka, bo jak się okazało przyszli do nas znajomi (rodzice najpierw poszli do nich, ale potem przenieśli się do nas z działki). Przegapiłam tylko sushi, tzn dla mnie nie tylko, lecz aż. Ale tatuś już wstawiał pizzę. A my z Aśką na górę i... Pretty Little Liars, haha. Genialny serial. Chociaż w sumie jestem na razie na chyba 12 odcinku pierwszej serii. I tak stwierdzam, że genialny.
Kończę, pozdr.
Ps: CO Z TYM KINEM?