A w tle "Gruby i chudszy". Dawno nie oglądałam.
Dzisiaj dzień pierwszy. Wiem, że już późno, ale wstałam o w pół do jedenastej, potem sprzątałam cały pokój od podstaw, czyli wyrzucanie starych, kompletnie niepotrzebnych rzeczy, książek itd. No i potem do Ani i Oli. O matko, co to było o.O. Ponadto nie doczekałam się tablicy korkowej, ale to może i dobrze (?), bo w tym wypadku jeden z moich plakatów z Marylin Monroe został odwrócony, na nim zostały poprzyklejane zdjęcia klasowe, takie życiowe w sumie, następnie wylądowało to wszystko w antyramie, więc teoretycznie Marylin dalej wisi, tyle że tyłem, tak żeby zdjęcia były na białym tle. Tak wiem, ach ten mój geniusz.
I teraz jak odwrócę głowę w lewo, to widzę kawałek mojego życia (może za dużo powiedziane, ale jest to baaardzo fajne).
Zostało mi jeszcze ogarnięcie ubrań w szafie, bo strasznie bałaganie. Wrzucam tam ciuchy, więc się zrobił taki piękny kopiec.
Poza tym muszę jutro upiec ciasto, chyba Toscakaka, odsyłam do TU.
I ponieważ pojechałam do A. i O. to nie odrobiłam lekcji, gdyż wcześniej nie miałam czasu. A jutro są imieniny wujka, no właśnie dlatego piekę ciasto, ale jak zwykle dam radę i wszystko pogodzę. O tak.
Z moich grudniowych postanowień to: zakładać zawsze na noc aparat, głupie może, ale ja nie chcę, żeby moje zęby wróciły do dawnego kształtu, dalej to chciałabym ograniczyć korzystanie z komputera - hahahaha, kogo ja oszukuję, przecież nie dam rady, ale można pomarzyć. No i chciałabym czytać więcej książek. No i oczywiście moje postanowienie nr 1 czyli pisać codziennie posta na blogu. Dzisiaj pierwszy dzień. Późno, bo późno, ale post jest, i wcale nie byle jaki, bo dłuugi i o czymś. Nie wiem czy komuś się będzie chciało czytać. Ale trudno :D
Pozdrawiam Anię, Olę i karaokeparty.com :D:D:D
dozo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz