czwartek, 13 grudnia 2012

Dzień 13.

No to ja też dostanę zjebkę. Bo kto zrozumie nastolatka?

Kurczę, prawie zapomniałam o tym, żeby napisać posta. Ja to żałosna jestem, nie to, że przez to że prawie zapomniałam, tylko przez to do jakiego stanu się doprowadzam. To jest straszne, że w jednej chwili wszystko jest bajecznie a zaraz dostajesz dozę żalu i samopotępienia. Nie ma nawet takiego słowa.

Jeju, no ja to nie wiem, nie wiem jak to jest. Nie mam na nic ochoty, wszystko jest takie ciężkie. Może mam anemię (teraz mówię o swoim samopoczuciu pod względem różnych chorób) to znaczy nie wiem bo jestem taka słaba. Niedobrze mi. Od wtorku nie poczułam różnicy w samopoczuciu. "Może jesteś zmęczona?" pyta babcia. Może. Ale przez trzy dni? Przecież się wyspałam. Dzisiaj mnie pies obudził, bo chciała siusiu. Okej, już się nie opylało kłaść z powrotem, bo zaraz trzeba ją wpuścić. Zimno przecież. I tak dzień ten był jakby go nie było. Zastanawiam się, co by trzeba było robić, żeby każdy dzień był taki, żeby go pamiętać do końca życia... Nie wiem. Chyba pisać bloga, lol.
Ale tak serio, oprócz tego nie umiałabym tak, chyba nie urodziłam się takim człowiekiem. I dobrze.
+historia
+sen
+spakować się z tymi wszystkimi pierdołami, bo ja jestem artystką jutro.



 +moi kochani:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz