Mimo wszystko chyba jeszcze nie jest tak tragicznie, bo naprawdę jest taki zapieprz w szkole, że nic się nie chce, a szczególnie ogarniać rzeczy szkolne, taka prawda. Ale trzeba, więc pięknie udajemy że się uczymy :> To taka ironia losu, że akurat na... 41 dni (:D) przed egzaminami najbardziej nam się nic nie chce. Jakoś mnie to nie dziwi. Chcemy już wakacje, ja poczułam wiosnę, bo spadł śnieg i dlatego wczoraj zjadłam kanapki z pomidorem, co było gigantycznym błędem z uwagi na to, iż smakował jak kapeć. Te pozimowe pomidory. Mniam.
Zauważyłam z goryczą, iż zaczynają mnie dopadać wahania nastrojów, więc do ludzi wokół mnie: przepraszam :> Nie gniewajcie się, powinno minąć niedługo, a w szkole staram się nad tym panować.
To taki post o niczym jak widać więc napiszę że przejście na dalszy etap konkursu z angielskiego podnosi moje poczucie własnej wartości. W kwietniu przyjeżdża Amerykanka, będę miała z kim gadać w nocy ;>
Chyba że uśnie albo będzie miała dość mojego wyśmienitego akcentu i będzie udawała że śpi. Jest jeden jedyny minus tego, że przyjeżdża a mianowicie to, że będę musiała oddać jej prawa do mojego łóżka na okres dni siedmiu bodajże...? No ale czego się nie robi dla gościa.
Obok mnie telefon, ludzie mnie olewają :< Po drugiej stronie matematyka, fizyka i angielski olewane przeze mnie :> Ale już skończę posta i się za to zabieram.
W piątek wieczorem lub w sobotę... też wieczorem, no albo rano, ale wątpię, będzie post - "nibyrecenzja. Także dla niecierpliwych (o ile tacy są) w ciągu trzech lub czterech dni post pojawi się na pewno :>
Gościu z okładki kojarzy mi się trochę z nauczycielem od polskiego xd
hmmm szczerze? ...Wykapany Pan Gańko :D
OdpowiedzUsuń